Monday, 31 August 2009

A to Polska właśnie (część pierwsza z dwóch)

W ostatnią sobotę, tradycyjnie już odbyła się Parada Dumy (Pride Parade). Już trzeci raz się jej przyglądamy więc nie dziwi wsparcie firm, urzędów miasta i policji i strażaków.

I tylko śmiesznie wyszło bo właśnie teraz dostałam pismo z polskiej spódzielni mieszkaniowej, w której zabraniają suszenia na balkonie bielizny. Komuniści zabraniali wieszania prania na 1 maja ale widać duch dawnych czasów jest wśród nas.

Przeszkadzał komuś stanik za duży czy majtki za małe?

Zaraz w pierwszym tłumie znalazła się polska flaga. Jak miło :-)

Hitem tegorocznej parady był ...ufoludek. Nie oglądam telewizji więc nie wiem, może to jakiś sławny ufoludek jest.

Monday, 24 August 2009

Kubełek KFC

Od czasu do czasu pomagamy jednej kobiałce na jej działce. Roboty nie ma dużo i tylko troche plewienia. Nic tam nie sadzimy w tym roku, a większość plonów i tak zeżarły ślimaki. Prawie nie ma co zbierać. No może poza kubełkiem KFC dla naszych kur. Utrzymać takie stadko ślimaków w wiaderku przez 20 minut w samochodzie to jest niezła frajda :-)

Wednesday, 12 August 2009

Chlewik

Naoglądaliśmy się świń różnych na wystawach to teraz czas na moje świnki marcepanowe w czekoladowym błotku. Ciasto jest wilgotne i cynamonowe i pyszne, co się rozumie samo przez się jeśli coś zawiera cynamon.
Ostatni prosiak jeszcze ma nadzieję na ocalenie.
I już nie ma nadziei. Nawet wegetarianin się nie oprze :-)
Za pomysł na chlewik dziękuję Agnieshii i jej blogowi ciastem pachnącym.

Monday, 27 July 2009

U prząśniczki siedzą...

Chyba nie ma takiej grupy zainteresowań w Wielkiej Brytanii, która by nie miała swojego stowarzyszenia, związku, zgrupowania czy cechu. Tak samo ma się rzecz z prząśniczkami. Prząśniczki to już od dawna tylko w pieśniach ludowych, a tak na poważnie to ludźmi, którzy zajmują się wełną w szerokim tego słowa znaczeniu. Dawna szefowa Simona jest na przykład w cechu ludzi, którzy wełnę czesza, potem na kołowrotkach zamieniają ją w jednolitą nitkę, a następnie barwią i przygotowują wełnę o podwójnej czy potrójnej nitce. Simon i ja byliśmy raz na spotkaniu lokalnej grupy pracujących na drutach i szydełkach. Z żalem muszę powiedzieć, że w większości to „druciarze” ale trudno. I tak różnymi drogami zdobywamy wiedzę o tym rzemiośle, spotkanach i targach.
Kilka tygodni temu wybraliśmy się z lokalnymi Druciarzami do Cockermouth w Walii, gdze odbywały się targi wełny (Wool Fest). Rzecz duża i można tam zobaczyć wszystko od strzyżenia owiec i lam po prząsniczki przy kołowrotkach. Można też oczywiście wydać fortunę na wełny różne. Lubię ten lekki surrealizm sytuacji, gdzie 10 kobiałek (i Simon) w wieku różnym wsiada do minibusa i wyciąga swoje robótki. Całą niemal drogę sztrykujemy i rozmawiamy sobie o życiu. Simon, żeby nie było, że nie pasuje, robi skarpetki na drutach. Skąd u niego taki nagły pęd do wyrobów wełnianych? Simona marzeniem jest posiadanie owiec. A jeśli już się decydować na te zwierzęta to trzeba jakoś na nie zarobić. Stąd wełna, ser i mięso. Mięso jest na razie najdalej na liście. Jak w każdym zakątku rolnictwa producent produktu bazowego dostaje bardzo marne pieniądze; marynarz dostaje 50 groszy za kilo ryb, jabłka kosztują nie więcej. Za kilo surowej wełny, właściciel stada dostaje w zależności od typu owiec i jakości wełny od 50 pensów do funta i 20 pensów. Nie opłaca się nawet strzyc owiec za takie pieniądze bo strzyżenia jednej owcy to co najmniej 50 pensów. Jedyną drogą zarobienia na produkcji wełny jest przygotowywanie wszystkiego we własnym zakresie. I tak po tym długim wstępie doszliśmy do tego dlaczego Simon dzierga skarpetki. I na tym się nie kończy jego nauka tego fachu. U poznanych niedawno właścicieli małego stada Simon wypróbował swoje umiejętności strzyżenia owiec, a na youtube uczy się czesania wełny. Jak pragnę zdrowia, w kategorii „Najdziwniejszy mąż” Simon nie ma sobie równych. Wracając do targów. Różnorodność wełny jest niesamowita. Można kupić wełny zwierzęce czyli z owiec czy lam. Można kupić wełny roślinne czyli robione z bambusa. Można też kupić mieszanki najprzeróżniejsze z lnem i jedwabiem. Znalazłam nawet opcję dla mieszkających w blokach: króliki typu angora. Dzieciak ma zwierzaka, z którego można później wydziergać sweterek dla mamusi. Ja nabyłam drogą zakupu cieplutką mieszankę alpaki z nylonem (10%) i jedwab zmieszany z wełną. I dwa kłębki wełny specjalnie na skarpetki dla Simona. Simon będzie sztrykował, skarpetki nosić będę ja.
Simon i surowa wełna czekająca na wyczesanie w naszym pokoju gościnnym.
Prząśniczka na targach wełny.
Sukienka ślubna. Nie wiem jak bardzo "gryzie" ale panna młoda na zdjęciach wygląda na zadowoloną.
A poniżej wełny rożnokolorowe, wyczesane i gotowe do prząścia (przędzenia?)

Monday, 13 July 2009

Po deszczu

Deszcz nie jest w Anglii niczym dziwnym. Niektórzy nawet mówią, że w tym kraju pada tylko dwa razy do roku; pierwszy raz przez sześć miesięcy i drugi raz przez sześć miesięcy.
I pewnie dlatego rzadko zauważam, że po deszczu może być ładnie. Tym razem nie przeoczyłam tej chwili. I tyle. Nic więcej do powiedzenia dziś nie mam.