Owieczki są tak młode, że cały czas pokarm podawany jest przez sztuczne "cycki" wystające z ogradzającej je siatki. Jagniątka reagują odruchem ssania kiedy poda się im palec. Pyszny słony palec. Właściciele farmy produkują owczy ser więc skorzystaliśmy z okazji, żeby wesprzeć lokalnych małych producentów i kupiliśmy kawałek. Pyszny.
Sunday, 10 February 2008
Młoda wełna
Owieczki są tak młode, że cały czas pokarm podawany jest przez sztuczne "cycki" wystające z ogradzającej je siatki. Jagniątka reagują odruchem ssania kiedy poda się im palec. Pyszny słony palec. Właściciele farmy produkują owczy ser więc skorzystaliśmy z okazji, żeby wesprzeć lokalnych małych producentów i kupiliśmy kawałek. Pyszny.
Sunday, 3 February 2008
Pieczenie dawniej i dziś
Wkrótce temperatura będzie podawana już tylko w prognozach pogody bo termometry już są na kolory a w przepisach kuchennych mówi się: ustaw piecyk na czwórkę zamiast piec w temperaturze 180 stopni. A tak na marginesie, zachowajcie sobie taki rtęciowy termometr bo przepisy unijne zakazują takiego niebezpiecznego urządzenia i w Polsce również będą one niedługo wycofane.
A do czego ten przydługi wstęp?
Wybraliśmy się z końcem lata na festiwal piwa w Glossop. Nie taki October Fest z lagerem ale prawdziwe organiczne piwko bez zbędnych gazów i chemii. Domowej roboty cydry i ale. Niestety, podobnie jak w przypadku warsztatów mozaikowych, tak i tutaj okazało się, że główny cel podróży nie wypalił. To był trzeci dzień imprezy i o piwie można było już tylko pomarzyć. Załapaliśmy się na jakieś nędzne ostatki. Mam nadzieję, że porządna notka i piwie i organizacji zwanej CAMRA jeszcze mi się uda napisać.
Ponieważ padało cały czas postanowiliśmy się schronić w lokalnym mini muzeum.
I stąd będzie ciekawostka o tym jak dawniej radziły sobie gospodynie domowe. W końcu piece na węgiel czy drewno nie miały żadnych wskaźników temperatury.
Oto jak sprawdzić czy temperatura pieca jest dobra do naszych wypieków:
Gospodyni wkładała kartkę papieru do pieca.
- Jeśli kartka spala się po włożeniu do pieca to jest on za gorący na cokolwiek.
- Jeśli kartka robi się ciemnobrązowa to piec jest akurat nagrzany na paszteciki, scones (śniadaniowe bułeczki, pychota) i muffiny.
- Jeśli kartka jest jasnobrązowa to możesz piec bułeczki, małe ciasta, paszteciki i tarty.
- Jeśli kartka zmieniła kolor na ciemnożółty możesz piec duże ciasta.
- Jeżeli kartka pozostaje jasno żółta to do pieca włóż biszkopty i desery.
Proste? Ja idę lepić pierogi ze szpinakiem.
Tuesday, 22 January 2008
Wiktoriańskie Łazienki
Warsztaty okazały się wielkim rozczarowaniem bo pan, który miał zachęcać po prostu robił swoje nie patrząc nawet na publiczność, nie mowiąc już o zachęcaniu czy instruowaniu. Trudno, jak nie ma ochoty i woli być gburem to jego problem.
Do Victoria Baths warto było przyjechać tak czy siak, dla samego budynku i niesamowitych historii jak to z łazienkami drzewiej bywało.
Mnie zachwyciła nie tylko historia ale dawne zwyczaje nazwijmy je higieniczno-basenowe.
Wyobraźcie sobie taką robotniczą ulicę brytyjską. Rząd budynków – szereg za szeregiem. Każdy ma dwa piętra. Na dole salon, jadalnia i kuchnia, a na piętrze dwie albo trzy sypialnie. Brakuje Wam czegoś? No właśnie - nie ma łazienki. Wychodek był na zewnątrz – w naszym domu w Farnworth jeszcze się ostał kran, w miejscu, gdzie był kibel. Sąsiedzi przerobili swój klozet na szopę na narzędzia, a są tacy, którzy nadal mają wychodek na zewnatrz. Taki specjalny wychodek dla gości, żeby nie musieli się na piętro wspinać.
A co robił lud pracujący, gdy nie było łazienek? W takich miejscach jak Victoria Baths nad basenem była antresola. Na tej antresoli rzędem stały wanny. I tam się chodziło na kąpiel. Ciekawe czy przegródki pozwalały na swobodną konwersację z sąsiadem moczącym się w wannie obok?
Pewnie nie wszystkich było stać na kąpiele. Równości nie było też jeśli chodzi o wstęp na basen.
Baseny, jak już wspomniałam były trzy. Największy był dla dżentelmanów I klasy. Drugi mniejszy był dla panów drugiej klasy a trzeci, najmniejszy, dla…zgadniecie? Oczywiście dla kobiet. Sam fakt, że panie miały najmniejszy basen to dopiero przedsmak tego, do czego musiały się panie przyzwyczaić. Oburzający był system zmiany wody w basenach. Wodę zmieniano co dwa tygodnie. Brzmi super? Co dwa tygodnie zmieniana była woda w basenie dla panow pierwszej klasy. Wpuszczano świeżą, a starą przelewano do basenu panów drugiej kategorii. Ciągu dalszego można się domyśleć. Woda z basenu panów drugiej kategorii była wpuszczana do basenu pań – pewnie jako “świeża”.
Monday, 14 January 2008
Food Fair
Wróćmy jednak do naszych wołów jak mawiają Francuzi. Postanowiłam podjąć rękawice i pomimo kuchni wielkości komórki na ziemniaki przygotować coś typowo polskiego.
Kiedy już połknęłam haczyk odkryto przede mną dalsze warunki umowy: danie musi być wegetarianskie i nie mam możliwości gotowania ani podgrzewania na terenie targów.
Zatem wszystkie poniższe polskie specjały odpadły w przedbiegach:
- pierogi z nadzieniem jakimkolwiek
- kopytka, leniwe i kluski pomorskie jak i kluski maści wszelkiej
- bigos
- zupy jakiekolwiek (z wyjątkiem chłodnika jeśli zaliczyć go do zup ale to nie sezon na chłodnik)
- gołąbki
Co mi zostao? Shahla powiedziala: Zrob jakas salatke czy cos. Ale Shahla oczywiscie nie zdaje sobie sprawy z tego, ze nasza kuchnia jest raczej miesna I ciepla. Skoro tylu Brytyjczykow wierzy, ze u nas jest wiecznie zimno I czapki uszatki to pierwsze ubranko kupowane niemowlakom to dlaczego nie dociera do nich, ze nie jemy zimnych przekasek? To oczywiscie pytanie retoryczne.
Nie poddaliśmy się jednak i wystartowaliśmy z sałatką nazwaną przez nas imienionową zwaną również gruborżniętą lub warzywną. Pomyśleliśmy, że warzywna nie będzie przyciągała tłumów, a gdy powiemy, że imieninowa to załatwimy dwie sprawy za jednym rzutem: polskie danie i polska tradycja. A skoro już miałam dużego selera w lodówce to spróbowałam jeszcze sałatkę z ryżem, ananasem, kukurydzą i selerem.
I kiedy wydawało się, że widzimy światełko w tunelu to okazało się, że jest to nadjeżdżający z naprzeciwka pociąg zwany brytyjską rzeczywistością, w której nie jada się korzenia pietruszki a po seler muszę iść do niemieckiego Lidla. Troszkę przesadzam z tym selerem ale tylko troszkę. Nie wiem kto tutaj je korzeń selera. Seler naciowy – jak najbardziej ale korzeń? Nie ma też ogórków kiszonych, a o majonezie porządnym czyli według mnie Babuni albo Kieleckim to mogę tylko pomarzyć.
Złamało nas to? Nic z tych rzeczy. Dzielnie kroiliśmy cały wieczór warzywa takie, jakie udalo nam się zdobyć. Sałatka i tak wyszła super. Pewnie dlatego, że włożyliśmy w nią tyle serca.
W dniu targów stawilismy sie na miejscu pol godziny wczesniej, zeby przygotowac stoisko. Miejsce mieliśmy dobre bo koło nas stała kobieta z brytyjską kuchnią czyli wielgachnym garem z czerwona kapuchą. Kapucha dobra rzecz i cudnie przyprawiona ale powiedzmy sobie szczerze daleko jej do naszej sałatki. Pozostali wystawiający to w druzgocącej większości przedstawiciele Azji. Z pysznymi słodyczami i ostrymi potrawami, których nazw nawet nie próbuję sobie przypomnieć. Wiem, ze był pyszne bo po znajomości obeszłam wszystkie stoiska i wypróbowałam.
Było bardzo miło, sałatka ryżowa rozeszła się w całości, a drugiej zostało tylko tyle, że ja i Simon spróbowaliśmy jej smaku wieczorem po kolacji. To ciekawe jak rzecz oczywista dla nas jest egzotyką dla Brytoli. Prosta sałatka warzywna a patrzyli na nią jak my na ....rekina z batatami na ten przykład.
Już wiem, że latem będą kolejne takie imprezy i chcę wziąć w nch udział. Tylko co ja wtedy zrobię? Chętnie przygarnę propozycje.